Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredyt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredyt. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 maja 2013

KREDYT HIPOTECZNY, CZY BANK RODZINNY?


Hipoteczni kredyciarze: najwięksi naiwniacy naszych czasów. Praca na dwa etaty, depresja, sześciopak piwa.. I tak przez 40 lat

Zapożyczone z:  Posted by Jarek Kefir w dniu 4 Kwiecień 2013

“Chciałbym was ostrzec. Jesteście najlepszym, krwistym i z niezwykle długim terminem ważności mięchem dla opasłej elity świata, o której wy, żuczki, nie macie pojęcia. Hipoteczni kredyciarze – najwięksi naiwniacy współczesnych czasów.

Adam ma 37 lat i wypija piwo za piwem. Robi tak prawie co wieczór, bo uważa, że piwo to żaden alkohol, a pozwala zasnąć. Jego żona, Alicja, już się przyzwyczaiła. No i co z tego? Ciężko pracuje, musi odreagować, tłumaczy męża. W ich wykwintnym domu na przedmieściach, a właściwie w zapyziałej onegdaj wsi przyklejonej do miasta, której pola i łąki (ku uciesze podupadłych rolników) stały się  placem budowy dla stęsknionych sielanki mieszczuchów; jest czysto, ze smakiem i po nowoczesnemu.

Adam: mój Boże, czasem kłóciliśmy się do rana urządzając nas wymarzony dom. Przeglądaliśmy dziesiątki katalogów, robiliśmy wizualizację. Oboje byliśmy zgodni, że nasze gniazdko musi być wyjątkowe. Żadnych tanich rozwiązań, półśrodków i tandety. To miało być nasze miejsce na całe życie. Zaciągnęliśmy 400 tys. kredytu hipotecznego na 50 lat. Ale byliśmy raptem przed 30-tką. Oboje: dobre posady w firmach, solidne wykształcenie, języki. Modlić się już tylko o zdrowie, powtarzaliśmy. Reszta na pewno się ułoży.

Budowa domu trwała trzy lata. To był czas, o którym Adam mówi krótko: amok.

- Byłem jakby na wiecznym haju. Codziennie po pracy leciałem na budowę jak na skrzydłach. W nocy spałem po 5 godzin. Alicja każdą wolną chwilę spędzała przed komputerem. Urządzała w wirtualu pokój za pokojem. Jeździliśmy też po centrach handlowych. Szukaliśmy mebli, tkanin, dodatków, naczyń, lamp. Trzy lata w klimacie nieustającego podekscytowania. Bank wypłacał, jak obiecał, transzę za transzą. Konto puchło od zastrzyków gotówki, której bym nie wypracował przez kilkadziesiąt lat harówki w firmie. A tu masz. Jest! Możesz działać, załatwiać, tworzyć. Wtedy czułem się jak król. Jak pan swego losu. Zdawałem sobie sprawę z konsekwencji. Że będę spłacał raty przez dziesiątki lat. Ale o codzienności w nowym, moim domu, myślałem wyłącznie w różowych kolorach. Kominek, żona na kanapie z lampką wina w dłoni, dzieci śpią każde w swoim pokoju. Stopy ogrzewa rasowy pies… Tak, nabijam się teraz sam z siebie. Ale takie fantazje snułem, rzucając się po placu budowy. Myślałem: poznałem wspaniałą kobietę. Pragnąłem stabilizacji. Nie bałem się ojcostwa. Planowaliśmy z Alą dwoje dzieci. Najlepiej z niewielką różnicą wieku. Fundamentalne decyzje podjąłem przed 30-tką, więc  miałem całe życie przed sobą na ich realizację. Nie chciałem tracić czasu. Szczęście było w zasięgu ręki. To, że na koszt banku? I co z tego? Nie pierwszy i nie ostatni zaciągam z młodą żoną kredyt na dom na przedmieściach. Bóg da, to i spłaci się wcześniej. A póki co, buduj, urządzaj, spładzaj dzieci przed kominkiem i ciesz się rodziną w wieczory na tarasie. Po sześciu latach takiego życia, głęboka depresja i rozwód wiszący na włosku. Długo nie mogłem pogodzić się z tym, że ja, rozsądny facet, uległem iluzji jak naiwne dziecko. Gdzie popełniłem błąd? Kto mną zmanipulował? Czułem się jak idiota. Codzienna presja była tak silna, że przestałem cieszyć się czymkolwiek. Przestałem sypiać z żoną. Ona była w wiecznych pretensjach, a po urodzeniu niepełnosprawnego syna, egzystowała już tylko dla niego. Moje życie stało się nie do zniesienia.

Alicja: Dziwisz się, że tak spokojnie o tym rozmawiamy? Dwa lata trwało, zanim Adam wylizał się z depresji i mogliśmy podjąć jakieś racjonalne kroki. Tak, nasz dom, nasze drugie dziecko (to prawdziwe leży w specjalistycznym wózku, kilkuletni chłopiec z porażeniem mózgowym) jest obecnie wystawiony na sprzedaż. Idzie ciężko, bo koniunktura na domy spadła, a my chcielibyśmy po sprzedaży wyjść choć z małą góreczką. O sprzedaży myśleliśmy od dawna, ale baliśmy się przyznać do tego przed sobą. Dom miał być przecież naszą ostoją i schronieniem. Tymczasem z roku na rok stawał się ciężarem nie do udźwignięcia. Upiorną skarbonką na kasę. Adam tyrał od świtu do nocy, aby utrzymać odpowiedni standard życia. Ja również, pomimo choroby dziecka, wróciłam na pół etatu do pracy. Żyliśmy w tak niewyobrażalnym kieracie, że… skończyło się chorobą męża i poważnymi kłopotami finansowymi, z których coraz trudniej się wyplątać. Leczenie i rehabilitacja syna pochłaniają majątek. Dom i jego dopieszczanie już dawno zeszły na dalszy plan. Z czasem zrozumieliśmy, że to nie jest dobre miejsce dla nas, że dom wcale nas nie cieszy, za to przysparza dodatkowych trosk, a nieustanne kursowanie do miasta po prostu wykańcza.

Adam: To nie niepełnosprawność mojego syna spowodowała, że poczułem bezsens swojej egzystencji na przedmieściach, choć jego choroba stała się kropką nad i. To presja comiesięcznych zobowiązań finansowych wypala mnie od środka i na pozór banalne sprawy, które drążyły na swój sposób, jak kropelki. Po głowie kołowało pytanie: kurna, stary, po co ci to wszystko? Po jaką cholerę? Pytasz, co to było na przykład? Proszę bardzo! Jeszcze podczas budowy mieliśmy w głowach z Alą taki obrazek, że w naszym ogrodzie będą się odbywały grill party przez całe lato. Że znajomi z miasta będą walić drzwiami i oknami. Wiadomo, świeże powietrze, niedaleko las. I wiesz co, jak udało się zorganizować dwa grille dla znajomych latem, to już było dobrze. Każdy ciągle zagoniony, każdy ma swoje terminy. Inna pierdoła; choinka w salonie. Żona miała taką wizualizację. Robi święta dla całej rodziny. Wielkie pachnące drzewo jarzy się od lampek. Przy stole rodzina Alicji i moja. Dzieciaki ganiające się po domu. Wiesz ile takich Wigilii udało się nam zorganizować przez dziewięć lat mieszkania tu? Dwie. I to ile musieliśmy się na przekonywać, że można dojechać do nas przez zimowe śniegi.

Adam kontynuuje: To może głupio zabrzmi, ale ciągle wyskakiwało coś, co nas… zaskakiwało. I w rezultacie uwierało jak kamyk w bucie. Wiosenne błoto wnoszące się wiecznie do domu, krztuszący się dymem kominek, usterki architektoniczne, o których wcześniej nie zdawaliśmy sobie sporawy, np. uciążliwa wilgoć w naszej wypieszczonej sypialni, bo dach został wadliwie położony, a naprawa kosztowałby majątek. Albo takie atrakcje: smród z okolicznych pól po wylaniu obornika utrzymujący się przez kilka dni. Pies uwiązany przy posesji sąsiada, ujadający całe noce. Problem z dojazdem karetki do Kuby zimą… Masa pieniędzy wydawana na paliwo, bo dojeżdżaliśmy do pracy samochodem. Wiesz, takie życie na wsi nie jest dla każdego. Biały domek z ogródkiem to miłe dla podświadomości wyobrażenie, ale utrzymanie go wymaga nakładów, o których nikt nakręconym nabywcom woli nie wspominać. Pół biedy, jak te dobra są wolne od hipoteki. Kiedy jednak wszystko jest na kredyt, twoje życie staje się niepostrzeżenie formą współczesnego niewolnictwa. Presja spłaty kolejnych rat ogłupia do tego stopnia, że przestajesz myśleć o czymkolwiek innym. Niby konsumujesz dobra, ale one są bez smaku. Stają gulą w gardle. W końcu masz ochotę zwymiotować.

Alicja: Już w trzecim roku mieszkania tu zaczęło się miedzy nami psuć. Była ostra zima. Opał skończył się przedwcześnie. Musieliśmy wziąć kolejną pożyczkę, aby dokupić węgiel. Kubuś wtedy nawet jeszcze nie siedział. Byłam z nim sama od rana do nocy. Adam w tym czasie w pracy. Wieczorami zawzięcie się kłóciliśmy; o kasę, o syna, o własne niezaspokojone potrzeby. W domu czułam się jak w więzieniu, a Adam czuł się do domu uwiązany jak pies. Ja tęskniłam za gwarem i ludźmi. Chciałam wychodzić z Kubą z czterech ścian, Adam wracał do domu i padał ze zmęczenia. Nie miał żyłki do majsterkowania, jakiejś ogrodniczej pasji czy coś, nie bawiło go to. Przesiadywał w rachunkach i liczył, ile musimy zarobić, aby pchnąć ten cholerny kredyt do przodu choć o parę lat. Liczył i liczył i… szedł przed tv z cztero pakiem piwa. Wiedział, że to jest nierealne. Że trzeba się z tym pogodzić; tak już będzie miesiąc w miesiąc w sumie do końca życia. Najpierw haracz dla banku i inne zobowiązania. Reszta dla nas. Tylko co z tej reszty zostawało!

Adam: W depresję wpadłem po sześciu latach takiego życia. Hipoteka i niepełnosprawność syna przerosły mnie. Nic, kompletnie nic mnie nie cieszyło. Widziałem beznadzieję swojej sytuacji i czułem totalną bezradność. Żona i syn drażnili mnie. Praca nie przynosiła satysfakcji. Miałem ochotę uciec, wziąć jakąś pieprzoną gumkę z myszką i wymazać ten idiotyczny obrazek; dom z ogródkiem, żonę w halce przed kominkiem, rasowego psa… Pach, nie ma tego już. To mi się tylko przyśniło. Jestem wolny!

- Depresja męża, to był koszmar. To choroba, która dotyka pozostałych członków rodziny. Poważnie zastanawiałam się wtedy nad rozwodem z Adamem. Chciałam wyprowadzić się z Kubą do miasta. Wytrwaliśmy, ale czy jesteśmy szczęśliwi? W każdym razie nie tak, jak sobie to wyobrażaliśmy na ślubnym kobiercu. Po dziewięciu latach małżeństwa nie boję się powiedzieć: jesteśmy wciąż razem, bo wiąże nas niepełnosprawny syn i… kredyt hipoteczny. Spłata rat jeszcze przez 41 lat. Skończymy, gdy będziemy pod 80-tkę! Kuba przekroczy 50-tkę. Dopiero teraz to wszystko do mnie dociera. Żyjemy w iluzji, która – paradoksalnie – stała się naszą rzeczywistością. Musimy z tym skończyć. Sprzedaż domu, to teraz nasze największe marzenie. Mamy go serdecznie dość”



Artykuł ten pokazuje jak ważne dla nas i naszych potomków jest oszczędzanie i ubezpieczanie się na życie. Tylko w ten sposób możemy sprawić że nasze i ich życie stanie się radosne, bez wyrzeczeń. Zapoznając się z moim blogiem możesz podjąć decyzję jak chcesz żyć. Tak jak opisał "Kefir", czy tak jak ja proponuję.

wtorek, 22 maja 2012

TWÓJ BANK RODZINNY – DORADCY FINANSOWI


Przeglądam różne strony internetowe, ogłoszenia, reklamy i śmieszy mnie, kiedy czytam jak niektórzy "doradcy finansowi" podpowiadają, w jaki sposób inwestować pieniądze. Rozważają na temat zysków od 5% zaoszczędzonych dochodów przez ich klientów, czy potencjalnych klientów.

Te same osoby doradzają gdzie, w jakim banku wziąć kredyt.

Prawdę powiedziawszy ludzie ci robią wszystko aby klient oddawał bankom 35% swoich dochodów "mamiąc" ich przy tym inwestycjami od 5% dochodów i "gwarantując" zyski na poziomie np. 13% jak ostatnio głosi reklama jednej z firm "inwestycyjnych". Opowiadają, że dzięki inwestycjom klienci zrównoważą zadłużenie. Prawda jest taka, że aby tak się naprawdę stało, zyski  musiałyby przynosić aż 700 procentowe odsetki.

Historia finansów zna gwarantowane zyski. Zawsze kończyły się plajtą funduszu i były zwykłą piramidą finansową. Ostatni założyciel takiego funduszu został niedawno skazany przez amerykański sąd na karę 156 lat pozbawienia wolności za wielomiliardowe defraudacje.

Branie kredytu to nic innego jak tracenie własnych pieniędzy!
Nawet jak to będzie kredyt o najniższych odsetkach to i tak trzeba wydać własne pieniądze!

Kredyt, czy pożyczka to wydawanie pieniędzy, których nie posiadamy, często na rzeczy których nie potrzebujemy, a jedynie chcemy mieć.

W poprzednich moich wypowiedziach wskazywałem, że każdy kredyt i odsetki  od niego to wydawanie pieniędzy, które ciężką pracą zarobiliśmy.

Spłacając kredyt, to tak jak byśmy byli pracownikami banku. Dajemy mu zarobić, tak jak swojemu pracodawcy, tylko, że... spłacając kredyt nie płacimy podatku, nie płacimy też składek ZUS. Jesteśmy "pracownikiem" banku bez dochodu, premii, emerytury. Bogacimy bank niejednokrotnie nawet przez 30 lat.

Jeżeli chcemy osiągnąć wolność i niezależność finansową powinniśmy we właściwy sposób zagospodarowywać zarabiane przez nas pieniądze.

Mamy XXI wiek. Dziś na temat zarządzania własnymi pieniędzmi wiemy zdecydowanie więcej jak nasi rodzice, czy dziadowie.

Oszczędzajmy więc pieniądze i korzystajmy z nich, na takiej samej zasadzie jak robiliśmy to dotychczas korzystając z kredytów w bankach. ( przeczytaj dotychczasowe posty)
Zastanów się, czy stać Cię na powstrzymanie się od natychmiastowych zakupów? 
Jeśli tak, to możesz najpierw zebrać pieniądze, a potem je wydawać. W innej sytuacji ktoś inny, a nie Ty przejmie Twoje pieniądze i osiągnie zyski. 
Czy potrafisz żyć za mniej jak zarabiasz? 
Jeżeli tak, to odzyskasz kontrolę nad swoimi finansami i wkrótce staniesz się niezależny finansowo.  
Masz to gwarantowane!







czwartek, 17 maja 2012

TWÓJ BANK RODZINNY – WYJAŚNIENIE


Rozmawiając z niektórymi osobami, powiedziały mi one, że HDI-GERLING (Obecnie po połączeniu TUnŻ WARTA S.A.) zmierza w kierunku utworzenia banku.

Pragnę to sprostować. HDI-GERLING (obecnie po połączeniu firm TUnŻ WARTA S.A.) jest towarzystwem ubezpieczeń na życie.

Twój Bank Rodzinny to koncepcja utworzenia „własnego banku”.

W normalnej, dotychczasowej sytuacji, jeśli ktoś chce kupić np. telewizor LCD, aby w dobrej jakości oglądać mecze mistrzostw Europy, a nie ma pieniędzy, zwraca się do banku komercyjnego i kupuje ten telewizor na raty.

Koncepcja Twojego Banku Rodzinnego przewiduje, że w przyszłości pieniądze mogą być potrzebne na różne cele w tym i na taki telewizor.
Jeżeli nawet takich przewidywań nie było, ale opłacana była polisa na życie z funduszem kapitałowym, to kibic może skorzystać z zaoszczędzonych w polisie pieniędzy i kupić telewizor za gotówkę.

Następnie kibic sprawdza w komercyjnym banku ile wynosi rata miesięczna za taki telewizor np. na 12 miesięcy.

Potem równowartość raty wpłaca na swoją polisę. Dzięki temu wzrasta wartość gotówkowa jego polisy, bowiem nie tylko oddaje kapitał, ale także odsetki, które normalnie stanowiłyby zarobek banku komercyjnego.

Przykład:

Telewizor kosztuje 3000,- zł. 
Rata miesięczna na 12 miesięcy wynosi 300,- zł. 
Naprawdę więc w ciągu roku na telewizor trzeba wydać 3.600,- zł.

Jeśli skorzystamy z kredytu w banku komercyjnym to bezpowrotnie stracimy 3.600,- zł.

Jeżeli natomiast skorzystamy z wartości w naszej polisie, to kupując telewizor, po roku wartość gotówkowa polisy wzrośnie o 600,- zł.  (3.000,- zwrot kapitału plus 600,- zł odsetki)

Po roku mamy telewizor i 3.600,- zł.

Twój Bank Rodzinny jest zachętą do oszczędzania pieniędzy i korzystania z nich wtedy, gdy tego potrzebujesz.

Jeżeli nie oszczędzamy, to chcąc cokolwiek kupić musimy tracić pieniądze na rzecz banków komercyjnych.

HDI-GERLING jest firmą ubezpieczeniową, która stworzyła najbardziej przyjazne, nadające się do tego celu polisy - produkty finansowe.

Twój Bank Rodzinny ma taką nazwę jak Twoje NAZWISKO.

Nie musisz korzystać z PKO, BZ WBK, BPH itp. Zgromadź kapitał i korzystaj z niego, ale pamiętaj - Twój Bank Rodzinny wymaga zwrotu kapitału z odsetkami tak samo jak PKO, BZ WBK, BPH i inne banki komercyjne. Przecież w przyszłości będziesz chciał dokonać innego zakupu i będziesz potrzebował pieniędzy.

Najlepszym i najbezpieczniejszym produktem finansowym do zbudowania Twojego Banku Rodzinnego jest polisa ubezpieczenia na życie. TUnŻ WARTA S.A. jest w tym liderem. Stworzyła polisy, które jako pierwsze na polskim rynku spełniają warunki do stworzenia Twojego Banku Rodzinnego.







środa, 9 maja 2012

KREDYT I INWESTOWANIE

Jechałem dziś samochodem i usłyszałem w radio reklamę o dobrym inwestowaniu swoich pieniędzy. Nie byłoby nic złego w dobrym inwestowaniu gdyby nie to, że następna reklama namawiała do wzięcia korzystnego kredytu. 
Przypomniał mnie się znajomy, który z żoną zaciągnął kredyt na zakup mieszkania. Zrobili to dwa lata temu. Płacą każdego miesiąca ratę w wysokości 1860,- zł. Jako, że są na początku spłat, rata zawiera ok. 270,- zł spłatę kapitału i 1590,- zł odsetki. I tak każdego miesiąca przez okrągły rok. 
Twierdzą, że zrobili doskonały interes. Mieszkanie wynajmują za 1500,- zł miesięcznego czynszu. Resztę opłat, czynsz, wodę, gaz, prąd, telefon i internet ponosi lokator. Oni dopłacają do raty tylko 360,- zł. 
Ich super inwestycja puki co, nie przynosi im jakiegokolwiek dochodu a jeszcze muszą do niej dokładać. Czy to jest dobra dla nich inwestycja, czy może raczej dla banku?

Inni moi znajomi stwierdzili mając pieniądze, że nie opłaca im się zainwestować pieniędzy np. w fundusze obligacji. Woleli kupić mieszkanie - 2 pokoje za 240 tys zł. Mieszkanie wynajęli za 1100,- zł plus czynsz i opłaty. Od uzyskiwanej kwoty przychodu płacą fiskusowi podatek. Ich doskonała inwestycja przyniosła w ostatnim  roku 5,5% zysku  brutto. Fundusze obligacyjne w tym samym czasie dały zysk swoim klientom na poziomie 8, 10 a nawet 16%. Od tego zysku nie trzeba płacić podatku pozostawiając pieniądze nadal w funduszach. Co ciekawe w ciągu najbliższego roku zyski będą rosły w funduszach obligacyjnych nie tylko od kwoty bazowej ale także od osiągniętych już zysków.

Cóż reklama mówi - dobrze inwestuj swoje pieniądze. Szkoda, że tak wielu ludzi nie zastanawia się nad tym hasłem.

Ciekawe co by powiedział człowiek, któremu zaproponowałbym aby użyczył mi swoje mieszkanie, ja rocznie dam mu za to 3,5% od wartości mieszkania, a sam będę tym mieszkaniem gospodarował po swojemu, może wynajmę, albo może otworze w nim stołówkę dla okolicznych mieszkańców lub sklep z ciuchami i będę zarabiał niebotyczne pieniądze. Podejrzewam, że stwierdziłby, że mam "nierówno pod sufitem". 
Gdybym jednak spytał tego samego człowieka gdzie przechowuje swoje oszczędności, odpowiedziałby, że w banku. Uznałby z pewnością, że to jest zupełnie normalne i  dzięki temu zarabia 3,5% odsetek. Co bank robi z pieniędzmi takiego człowieka? ZARABIA! DLA SIEBIE! Jego własnymi pieniędzmi bank obraca, wypracowuje ogromne zyski, a jemu za to wypłaca wynagrodzenie za użyczenie pieniędzy w kwocie 3,5% rocznie od wpłaconych przez niego pieniędzy, od czego on musi zapłacić podatek dochodowy od zysków kapitałowych (podatek "belki"). I kto tu ma "nierówno pod sufitem"?

Ktoś z moich znajomych też ma kredyt hipoteczny. Mieszka w mieszkaniu, mimo, że rodzice posiadają dom. Uniósł się honorem i postanowił udowodnić rodzicom, że bez ich pomocy i zamieszkiwania u nich da sobie radę. Jego rata kredytowa to 2400,- zł miesięcznie z tego 1900,- to odsetki. Wiedząc, że trzeba pieniądze także gromadzić odkłada w banku 300,-  zł każdego miesiąca. Chwalił się niedawno, że w ostatnim roku zarobił 99,- zł. Wyjaśnił, że wpłacając po 300,- zł na koniec roku saldo jego rachunku wynosi 3.699,- zł. Uważa, że jest to całkiem spory zarobek. Tylko, że w tym samym czasie w formie odsetek oddał bankowi bezpowrotnie 22.800,- zł. Zarobił więc, czy stracił?

Nie wystarczy dobrze inwestować, czy brać "korzystne" kredyty. Swoich pieniędzy trzeba pilnować. Tych wczoraj, dzisiaj i jutro zarobionych.

środa, 11 kwietnia 2012

DWIE DROGI DO PIENIĘDZY

Istnieją dwie sprawdzone drogi tworzenia bogactwa: można zwiększyć ilość pieniędzy poprzez więcej ich zarabianie albo można zwiększyć ilość pieniędzy poprzez tracenie mniej. Pierwszy sposób raczej nie budzi wątpliwości. Wszyscy wiedzą o co chodzi. Zarabiając więcej można więcej pieniędzy zachować i w ten sposób bogacić się coraz bardziej. Drugi sposób wydaje się mniej możliwy. Jak przez wydawanie mniej, zwiększać swoje bogactwo? Przecież w dzisiejszych czasach jest to niemożliwe. Czy, aby na pewno?

Gdyby było możliwe przekierować na siebie pieniądze, które zwykle wydajemy na obsługę długu, odsetki, podatki od oszczędności, i w ten sposób zwiększać swoje bogactwo, czyż nie byłoby to piękne? Rozważmy czy te pieniądze można wykorzystać do sfinansowania stylu życia, domów, samochodów, sprzętu RTV i AGD, edukacji, wczasów itp.
Co zwykle robimy? 

Jeśli chcemy kupić samochód to zwracamy się do banku i tam pożyczamy pieniądze. Spłacając taki kredyt, aż 25% stanowią odsetki. To są pieniądze, które tracimy na zawsze. W tym czasie nasz samochód stracił na wartości. 
Czy tak powinno być? 

Kupiliśmy na raty samochód wart 25.000,- zł. Dopłaciliśmy do niego w ciągu 5 lat 6.750,- zł, a po tym czasie nasze auto nie ma nawet wartości 12.000,- zł. Rata bankowa przy takim kredycie wyniesie 529,17 zł. Oprocentowanie to tylko 10,2 % z wszystkimi opłatami bankowymi.
Czy to jest normalne? Czy naprawdę musimy tracić nasze pieniądze? 
 
Zamiast iść do banku po kredyt może wartość raty odkładać i inwestować. Po 5 latach stan naszego konta przy oprocentowaniu tylko 6 % wyniesie 37.104,- zł. Możemy kupić samochód i zostanie nam jeszcze 12.104,- zł. Jeżeli nadal będziemy inwestowali 529,17 zł to po kolejnych 5 latach stan naszego konta będzie wynosił 53.431,- zł plus 12.000,- wartość samochodu. 

Co lepsze? 

Każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Tomasz Ślebioda

BANK RODZINNY

Każdy z nas kupuje na kredyt różnego rodzaju rzeczy, począwszy od mniejszych ( lodówki, pralki itp), po największe ( domy , samochody) . Gdybyśmy dodali wszystkie procenty, które oddajemy do banku w ciągu życia finansując nasze zakupy, prawdopodobnie byłyby to setki tysięcy złotych. Pomyślmy, co by się stało i jak wiele można by zaoszczędzić, gdyby ludzie zaczęli używać systemu, który nie tylko pozwoli im oszczędzać na emeryturę, ale również będzie finansował ich pożyczki.

Dokładnie to mam na myśli, kiedy mówię o koncepcji Banku Rodzinnego. Koncepcja ta wykorzystuje nowoczesną polisę na życie z funduszem kapitałowym z wyodrębnioną wartością polisy , która buduje kapitał i chroni rodzinę.
Właściciel polisy płaci składki przez pięć lub siedem lat , w czasie których znacznie wzrasta wartość polisy. Po tym czasie polisa zaczyna się sama utrzymywać , a właściciel nie musi już płacić składek.
Właściciel polisy jest uprawniony do pożyczania pieniędzy z polisy w każdym czasie i bez żadnych  kar.
Z tak specjalnie zbudowaną polisą ubezpieczeniową , właściciel polisy staje się własnym bankierem. Może on pożyczać pieniądze ze swojej własnej polisy ubezpieczeniowej i oddawać je tam z powrotem dla siebie, włącznie z procentem ( zamiast do banku czy innego pożyczkodawcy).
Przeciętny Polak wydaje na spłacanie kredytów około 35 groszy z każdej zarobionej złotówki. Dodatkowo, około 18 lub 32 grosze z każdej zarobionej złotówki zostaje wydane na zapłacenie podatków. Podsumowując, łatwo możemy obliczyć, że z każdej zarobionej 1 złotówki na podatki i na spłacanie kredytów wydajemy około 53, a nawet 67 groszy .
Bank Rodzinny umożliwia wzięcie pod kontrolę tych dwóch źródeł wydatków , co pozwala na znacznie szybsze gromadzenie pieniędzy , niż wtedy, kiedy koncentrujemy się np. na inwestycjach, które mogą, ale nie muszą przynieść nam zysk .
Używając Banku Rodzinnego stajemy się całkowicie niezależni od innych źródeł finansowania. Możemy kontrolować nasz własny system bankowy, a także ilość pieniędzy, która wpływa do naszego banku.
Korzyści wypływających z zastosowania koncepcji Banku Rodzinnego jest wiele.
Jedną z nich jest oczywiście ochrona bliskich na wypadek śmierci ubezpieczonego. Ubezpieczenie na życie jest mało ryzykowną inwestycją, a towarzystwa ubezpieczeniowe są znane ze swojego bardzo długiego utrzymywania się na rynku.
Nie możemy również zapomnieć o korzyściach podatkowych. Właściwie skonstruowane ubezpieczenie na życie pozwala na pożyczanie pieniędzy z polisy, a pieniądze te są wolne od podatków. Podobnie całkowicie wolny od podatku jest spadek wypłacony po śmierci ubezpieczonego.
Bank Rodzinny zapewnia środki nie tylko do finansowania naszych zakupów, ale również może być źródłem naszego dochodu emerytalnego.
Jeśli pragniesz dowiedzieć się więcej na temat stworzenia własnego banku skontaktuj się ze mną

wtorek, 10 kwietnia 2012

JAK POLISĄ NA ŻYCIE SPŁACIĆ WCZEŚNIEJ KREDYT?

Zawierając umowę kredytową z bankiem z założenia powinniśmy spłacić kredyt w określonym czasie. Na koniec po spłacie powinniśmy mieć "zero" zadłużenia i niestety także "zero" oszczędności. Okazuje się jednak, że wykorzystując w odpowiedni sposób pieniądze, które chce przejąć bank możemy wcześniej spłacić kredyt a na koniec okresu na jaki umówiliśmy się z bankiem mieć pokaźną kwotę oszczędności.

Najistotniejsze przy "braniu" kredytu jest to, że... nie wiemy jak to robić. Oprzyjmy się na przykładzie kredytu hipotecznego na 30 lat.
Skoro nie udało się nam zebrać pieniędzy aby kupić wymarzone mieszkanie, czy dom powinniśmy przeprowadzić analizę naszych finansów.

Pod uwagę powinny być brane pieniądze, które zarabiamy w ramach etatu. Z tej kwoty powinniśmy wyłączyć część, która jest niezbędna na utrzymanie rodziny, tj. opłaty, ubranie, wyżywienie. Reszta to kwota, którą możemy poświęcić na obsługę kredytu. Połowa do 2/3 tej kwoty powinna być równa racie kredytowej. Pozostała część winna być odkładana i inwestowana, najlepiej w polisę na życie, gdyż jest to jedyny instrument finansowy, który z jednej strony zabezpiecza naszych bliskich przed utratą mieszkania w razie naszej śmierci, a z drugiej strony pozwala na gromadzenie kapitału, który zostanie wykorzystany do wcześniejszej spłaty kredytu.

Przez lata spłaty może się zdarzyć, że zechcemy wymienić lodówkę, telewizor, samochód czy pojechać na wakacje. Właśnie wtedy podejmiemy dodatkową pracę, nadgodziny w firmie itp.

Nie wolno nam przy podejmowaniu decyzji o wzięciu kredytu włączać do zdolności kredytowe dodatkowego zatrudnienia, gdyż jeśli stracimy możliwości właśnie takiego dorabiania nasze życie "zawiśnie na włosku".Nie będziemy mieli na życie, a jak zabraknie na ratę kredytową stracimy mieszkanie.
Dzięki postępowaniu takiemu jak radzę spłatę kredytu początkowo zaplanowaną na 30 lat, możemy skrócić do 10, 15, maksymalnie 20 lat. Zaoszczędzimy na odsetkach, które będziemy mogli zainwestować przez pozostałe lata po spłacie kredytu i dzięki temu dorobić się pokaźnej sumy pieniędzy na godną jesień naszego życia. Każdy z nas ma wolny wybór. Może poddać się planowi banku i stracić swoje pieniądze na zawsze lub stworzyć własny plan spłaty i godnie żyć.

Tomasz Ślebioda