środa, 29 maja 2013

KREDYT HIPOTECZNY, CZY BANK RODZINNY?


Hipoteczni kredyciarze: najwięksi naiwniacy naszych czasów. Praca na dwa etaty, depresja, sześciopak piwa.. I tak przez 40 lat

Zapożyczone z:  Posted by Jarek Kefir w dniu 4 Kwiecień 2013

“Chciałbym was ostrzec. Jesteście najlepszym, krwistym i z niezwykle długim terminem ważności mięchem dla opasłej elity świata, o której wy, żuczki, nie macie pojęcia. Hipoteczni kredyciarze – najwięksi naiwniacy współczesnych czasów.

Adam ma 37 lat i wypija piwo za piwem. Robi tak prawie co wieczór, bo uważa, że piwo to żaden alkohol, a pozwala zasnąć. Jego żona, Alicja, już się przyzwyczaiła. No i co z tego? Ciężko pracuje, musi odreagować, tłumaczy męża. W ich wykwintnym domu na przedmieściach, a właściwie w zapyziałej onegdaj wsi przyklejonej do miasta, której pola i łąki (ku uciesze podupadłych rolników) stały się  placem budowy dla stęsknionych sielanki mieszczuchów; jest czysto, ze smakiem i po nowoczesnemu.

Adam: mój Boże, czasem kłóciliśmy się do rana urządzając nas wymarzony dom. Przeglądaliśmy dziesiątki katalogów, robiliśmy wizualizację. Oboje byliśmy zgodni, że nasze gniazdko musi być wyjątkowe. Żadnych tanich rozwiązań, półśrodków i tandety. To miało być nasze miejsce na całe życie. Zaciągnęliśmy 400 tys. kredytu hipotecznego na 50 lat. Ale byliśmy raptem przed 30-tką. Oboje: dobre posady w firmach, solidne wykształcenie, języki. Modlić się już tylko o zdrowie, powtarzaliśmy. Reszta na pewno się ułoży.

Budowa domu trwała trzy lata. To był czas, o którym Adam mówi krótko: amok.

- Byłem jakby na wiecznym haju. Codziennie po pracy leciałem na budowę jak na skrzydłach. W nocy spałem po 5 godzin. Alicja każdą wolną chwilę spędzała przed komputerem. Urządzała w wirtualu pokój za pokojem. Jeździliśmy też po centrach handlowych. Szukaliśmy mebli, tkanin, dodatków, naczyń, lamp. Trzy lata w klimacie nieustającego podekscytowania. Bank wypłacał, jak obiecał, transzę za transzą. Konto puchło od zastrzyków gotówki, której bym nie wypracował przez kilkadziesiąt lat harówki w firmie. A tu masz. Jest! Możesz działać, załatwiać, tworzyć. Wtedy czułem się jak król. Jak pan swego losu. Zdawałem sobie sprawę z konsekwencji. Że będę spłacał raty przez dziesiątki lat. Ale o codzienności w nowym, moim domu, myślałem wyłącznie w różowych kolorach. Kominek, żona na kanapie z lampką wina w dłoni, dzieci śpią każde w swoim pokoju. Stopy ogrzewa rasowy pies… Tak, nabijam się teraz sam z siebie. Ale takie fantazje snułem, rzucając się po placu budowy. Myślałem: poznałem wspaniałą kobietę. Pragnąłem stabilizacji. Nie bałem się ojcostwa. Planowaliśmy z Alą dwoje dzieci. Najlepiej z niewielką różnicą wieku. Fundamentalne decyzje podjąłem przed 30-tką, więc  miałem całe życie przed sobą na ich realizację. Nie chciałem tracić czasu. Szczęście było w zasięgu ręki. To, że na koszt banku? I co z tego? Nie pierwszy i nie ostatni zaciągam z młodą żoną kredyt na dom na przedmieściach. Bóg da, to i spłaci się wcześniej. A póki co, buduj, urządzaj, spładzaj dzieci przed kominkiem i ciesz się rodziną w wieczory na tarasie. Po sześciu latach takiego życia, głęboka depresja i rozwód wiszący na włosku. Długo nie mogłem pogodzić się z tym, że ja, rozsądny facet, uległem iluzji jak naiwne dziecko. Gdzie popełniłem błąd? Kto mną zmanipulował? Czułem się jak idiota. Codzienna presja była tak silna, że przestałem cieszyć się czymkolwiek. Przestałem sypiać z żoną. Ona była w wiecznych pretensjach, a po urodzeniu niepełnosprawnego syna, egzystowała już tylko dla niego. Moje życie stało się nie do zniesienia.

Alicja: Dziwisz się, że tak spokojnie o tym rozmawiamy? Dwa lata trwało, zanim Adam wylizał się z depresji i mogliśmy podjąć jakieś racjonalne kroki. Tak, nasz dom, nasze drugie dziecko (to prawdziwe leży w specjalistycznym wózku, kilkuletni chłopiec z porażeniem mózgowym) jest obecnie wystawiony na sprzedaż. Idzie ciężko, bo koniunktura na domy spadła, a my chcielibyśmy po sprzedaży wyjść choć z małą góreczką. O sprzedaży myśleliśmy od dawna, ale baliśmy się przyznać do tego przed sobą. Dom miał być przecież naszą ostoją i schronieniem. Tymczasem z roku na rok stawał się ciężarem nie do udźwignięcia. Upiorną skarbonką na kasę. Adam tyrał od świtu do nocy, aby utrzymać odpowiedni standard życia. Ja również, pomimo choroby dziecka, wróciłam na pół etatu do pracy. Żyliśmy w tak niewyobrażalnym kieracie, że… skończyło się chorobą męża i poważnymi kłopotami finansowymi, z których coraz trudniej się wyplątać. Leczenie i rehabilitacja syna pochłaniają majątek. Dom i jego dopieszczanie już dawno zeszły na dalszy plan. Z czasem zrozumieliśmy, że to nie jest dobre miejsce dla nas, że dom wcale nas nie cieszy, za to przysparza dodatkowych trosk, a nieustanne kursowanie do miasta po prostu wykańcza.

Adam: To nie niepełnosprawność mojego syna spowodowała, że poczułem bezsens swojej egzystencji na przedmieściach, choć jego choroba stała się kropką nad i. To presja comiesięcznych zobowiązań finansowych wypala mnie od środka i na pozór banalne sprawy, które drążyły na swój sposób, jak kropelki. Po głowie kołowało pytanie: kurna, stary, po co ci to wszystko? Po jaką cholerę? Pytasz, co to było na przykład? Proszę bardzo! Jeszcze podczas budowy mieliśmy w głowach z Alą taki obrazek, że w naszym ogrodzie będą się odbywały grill party przez całe lato. Że znajomi z miasta będą walić drzwiami i oknami. Wiadomo, świeże powietrze, niedaleko las. I wiesz co, jak udało się zorganizować dwa grille dla znajomych latem, to już było dobrze. Każdy ciągle zagoniony, każdy ma swoje terminy. Inna pierdoła; choinka w salonie. Żona miała taką wizualizację. Robi święta dla całej rodziny. Wielkie pachnące drzewo jarzy się od lampek. Przy stole rodzina Alicji i moja. Dzieciaki ganiające się po domu. Wiesz ile takich Wigilii udało się nam zorganizować przez dziewięć lat mieszkania tu? Dwie. I to ile musieliśmy się na przekonywać, że można dojechać do nas przez zimowe śniegi.

Adam kontynuuje: To może głupio zabrzmi, ale ciągle wyskakiwało coś, co nas… zaskakiwało. I w rezultacie uwierało jak kamyk w bucie. Wiosenne błoto wnoszące się wiecznie do domu, krztuszący się dymem kominek, usterki architektoniczne, o których wcześniej nie zdawaliśmy sobie sporawy, np. uciążliwa wilgoć w naszej wypieszczonej sypialni, bo dach został wadliwie położony, a naprawa kosztowałby majątek. Albo takie atrakcje: smród z okolicznych pól po wylaniu obornika utrzymujący się przez kilka dni. Pies uwiązany przy posesji sąsiada, ujadający całe noce. Problem z dojazdem karetki do Kuby zimą… Masa pieniędzy wydawana na paliwo, bo dojeżdżaliśmy do pracy samochodem. Wiesz, takie życie na wsi nie jest dla każdego. Biały domek z ogródkiem to miłe dla podświadomości wyobrażenie, ale utrzymanie go wymaga nakładów, o których nikt nakręconym nabywcom woli nie wspominać. Pół biedy, jak te dobra są wolne od hipoteki. Kiedy jednak wszystko jest na kredyt, twoje życie staje się niepostrzeżenie formą współczesnego niewolnictwa. Presja spłaty kolejnych rat ogłupia do tego stopnia, że przestajesz myśleć o czymkolwiek innym. Niby konsumujesz dobra, ale one są bez smaku. Stają gulą w gardle. W końcu masz ochotę zwymiotować.

Alicja: Już w trzecim roku mieszkania tu zaczęło się miedzy nami psuć. Była ostra zima. Opał skończył się przedwcześnie. Musieliśmy wziąć kolejną pożyczkę, aby dokupić węgiel. Kubuś wtedy nawet jeszcze nie siedział. Byłam z nim sama od rana do nocy. Adam w tym czasie w pracy. Wieczorami zawzięcie się kłóciliśmy; o kasę, o syna, o własne niezaspokojone potrzeby. W domu czułam się jak w więzieniu, a Adam czuł się do domu uwiązany jak pies. Ja tęskniłam za gwarem i ludźmi. Chciałam wychodzić z Kubą z czterech ścian, Adam wracał do domu i padał ze zmęczenia. Nie miał żyłki do majsterkowania, jakiejś ogrodniczej pasji czy coś, nie bawiło go to. Przesiadywał w rachunkach i liczył, ile musimy zarobić, aby pchnąć ten cholerny kredyt do przodu choć o parę lat. Liczył i liczył i… szedł przed tv z cztero pakiem piwa. Wiedział, że to jest nierealne. Że trzeba się z tym pogodzić; tak już będzie miesiąc w miesiąc w sumie do końca życia. Najpierw haracz dla banku i inne zobowiązania. Reszta dla nas. Tylko co z tej reszty zostawało!

Adam: W depresję wpadłem po sześciu latach takiego życia. Hipoteka i niepełnosprawność syna przerosły mnie. Nic, kompletnie nic mnie nie cieszyło. Widziałem beznadzieję swojej sytuacji i czułem totalną bezradność. Żona i syn drażnili mnie. Praca nie przynosiła satysfakcji. Miałem ochotę uciec, wziąć jakąś pieprzoną gumkę z myszką i wymazać ten idiotyczny obrazek; dom z ogródkiem, żonę w halce przed kominkiem, rasowego psa… Pach, nie ma tego już. To mi się tylko przyśniło. Jestem wolny!

- Depresja męża, to był koszmar. To choroba, która dotyka pozostałych członków rodziny. Poważnie zastanawiałam się wtedy nad rozwodem z Adamem. Chciałam wyprowadzić się z Kubą do miasta. Wytrwaliśmy, ale czy jesteśmy szczęśliwi? W każdym razie nie tak, jak sobie to wyobrażaliśmy na ślubnym kobiercu. Po dziewięciu latach małżeństwa nie boję się powiedzieć: jesteśmy wciąż razem, bo wiąże nas niepełnosprawny syn i… kredyt hipoteczny. Spłata rat jeszcze przez 41 lat. Skończymy, gdy będziemy pod 80-tkę! Kuba przekroczy 50-tkę. Dopiero teraz to wszystko do mnie dociera. Żyjemy w iluzji, która – paradoksalnie – stała się naszą rzeczywistością. Musimy z tym skończyć. Sprzedaż domu, to teraz nasze największe marzenie. Mamy go serdecznie dość”



Artykuł ten pokazuje jak ważne dla nas i naszych potomków jest oszczędzanie i ubezpieczanie się na życie. Tylko w ten sposób możemy sprawić że nasze i ich życie stanie się radosne, bez wyrzeczeń. Zapoznając się z moim blogiem możesz podjąć decyzję jak chcesz żyć. Tak jak opisał "Kefir", czy tak jak ja proponuję.

piątek, 26 kwietnia 2013

BANK RODZINNY DZIAŁA !

Mój klient założył polisę w sposób jaki mu poradziłem. W ciągu 4 lat zebrał blisko 17 tysięcy złotych na wartości polisy. Miesiąc temu doszedł do wniosku, że powinien kupić inny samochód. Wybrał auto za ok. 13 tysięcy złotych. Sprawdził w banku jakie koszty poniesie biorąc kredyt na 13.500,- zł i ile wyniesie rata jeżeli kredyt będzie spłacał w ciągu 3 lat. 
Okazało się, że spłacał będzie po 451,- zł, czyli odda bankowi wraz z odsetkami 16.236,- zł
Aby kredyt uzyskać musi wykazać się dochodami, potwierdzonymi na stosownym zaświadczeniu z zakładu pracy. Po złożeniu dokumentów bank rozważy wniosek. 
Klient potrzebował pieniędzy szybko i bez formalności. Zwróciliśmy się do Towarzystwa z prośbą o wypłatę potrzebnej kwoty. 
Zadowolony klient już jeździ samochodem. 
Zamiast płacić bankowi wpłaca 451,- zł na swoją polisę. Za trzy lata będzie miał samochód o wartości ok. 8.000,- zł i ok. 21.700,- zł w gotówce.

Gdyby wcześniej nie oszczędzał pieniędzy, po 3 latach miałby samochód wart 8.000,- zł i 16.236,- zł wydane z własnej kieszeni. Jedynym "zarobionym" byłby bank. Na następne auto klient musiałby znowu brać kredyt.

Stosując zasady BANKU RODZINNEGO, klient ten jest wolnym człowiekiem. Nikomu nic nie jest dłużny, jego oszczędności rosną, a do tego jest ubezpieczony na rzecz swojej rodziny w niezmienionej wysokości. Chroni rodzinę, buduje kapitał, nie zaciąga długów.
Czy to nie jest piękne?

Każdy tak może zrobić, Ty Czytelniku też!

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Nie pozwól aby Twoje pieniądze znalazły się w pułapce

Jeżeli nieumiejętnie powierzysz swoje pieniądze instytucji finansowej znajdą się one w pułapce jak ta na zdjęciu. Próba skorzystania z tych pieniędzy lub ich wręcz zabranie, może stać się bardzo bolesne dla Ciebie. Nie pozwól na to.  Nie pozwól, aby inni kontrolowali Twoje pieniądze. Strona ta powstała po to, abyś Ty kontrolował swoje pieniądze. POWODZENIA!

wtorek, 3 lipca 2012

TEGO NIE UCZĄ W SZKOLE

Wielu z nas narzeka, że brakuje mu pieniędzy. Żony są niezadowolone z dochodów mężów. Jakże często słyszymy, że nie stać kogoś na oszczędzanie pieniędzy. 

Winę za taki stan rzeczy ponosi nasz system edukacji. Nikt nie uczy młodych ludzi jak postępować z własnymi pieniędzmi. Niewielki promil z całej populacji ludzkiej potrafi gospodarować swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi. Reszta lekkomyślnie wydaje pieniądze, które otrzymuje za swoją pracę.
Generowanie dochodu jest naszym największym atutem, a mimo to, tego wygenerowanego dochodu nie szanujemy. 

Weźmy przykład młodego człowieka, który dopiero rozpoczął swoją drogę zawodową. Zarabia ok. 2.000,- zł netto. Zanim mija kolejny miesiąc pieniędzy już nie ma. Ciężko pracował przez cały miesiąc, aby w następnym wydać wszystko, co do złotówki! Na co pieniądze zostały wydane? Jedzenie, opłaty za mieszkanie, ubrania, paliwo i raty za samochód.
Młody człowiek obiecuje sobie, że w przyszłości będzie oszczędzał pieniądze. Przyszłość jest jednak brutalna. Dochody, co prawda wzrosły, ale bank wiedząc o tym zaproponował kolejny kredyt, na lepszy samochód, potem na mieszkanie. Urodziło się dziecko. Wydatki rosną. O oszczędnościach nie ma mowy. Kiedyś będę oszczędzał… jak spłacę raty. Tak mija życie. Gdy ma się 55, 60, 65 lat młody kiedyś człowiek zastanawia się, co poszło nie tak? Dlaczego nie mam odłożonych pieniędzy? Przez całe życie ciężko pracowałem, miałem odpowiedzialne miejsca pracy i stanowiska, tylko, że … moimi pieniędzmi cieszy się ktoś inny. Zmiany w systemie emerytalnym powodują, że na starość będę biednym, a przez to nudnym dziadkiem. Gdyby można przeżyć swoje życie jeszcze raz…

 Nie można swojego życia przeżyć jeszcze raz, ale można wyciągnąć wnioski z życia innych ludzi. 

Dużą część naszych pieniędzy zabierają banki na wiele rzeczy, które po latach, a czasem miesiącach wyrzucamy. Pralki, lodówki, telewizory, komputery, samochody, meble, ale też mieszkania, domy, prezenty na święta, wczasy, karty kredytowe. Wszystkie rzeczy kupując na raty - przepłacamy! Za pożyczenie kapitału musimy zapłacić. Są to odsetki, prowizje i różne opłaty bankowe, które nam nic nie dają, a uszczuplają nasz portfel. Jest to cena za naszą niefrasobliwość. Jeżeli dziś nie potrafisz oszczędzać, to w przyszłości za pożyczone pieniądze musisz zapłacić i dodatkowo je zwrócić. Nie ważne czy nazywa się to kredytem czy pożyczką, zawsze trzeba zapłacić. 

Ostateczna cena takiego naszego działania pojawia się na starość. NIE MA, Z CZEGO ŻYĆ! Poziom życia i własna godność drastycznie spadają.

25 latek zarabiający na początku 2.000,- zł netto po 40 latach zarobił 2.095.000,- zł, przyjmując wzrost dochodów o 3,5% w skali roku, co pokrywa tylko inflację. Z tego, jak mówią statystyki, na wszelkie kredyty oddaje bankom 733.000,- zł – 35% swoich zarobków netto! 
Gdyby nie spieszył się z pierwszym zakupem, gdyby nie brał kredytu, tylko najpierw oszczędził pieniądze i z tych pieniędzy realizował zakup, a potem nadal oszczędzał, to przechodząc na emeryturę miałby 733.000,- własnych pieniędzy i drugie tyle w formie odsetek, gdyby jego zyski wyniosły w tym czasie tylko 6% w skali roku. Co ciekawe przez całe życie kupiłby, tak jak inni, pralki, lodówki, samochody, mieszkanie, wczasy, prezenty na święta. Jak inaczej wyglądałoby życie emeryta, gdyby poza „zasiłkiem” z ZUS, miał na koncie 1.400.000,- zł?

Każdy ma wybór i może tracić swoje pieniądze jak chce i na rzecz, kogo chce. Może też jednak zachować swoje pieniądze i godnie żyć zarówno w czasie swojego życia zawodowego jak i na emeryturze. Wystarczy zastanowić się nad powyższym tekstem i zacząć działać. Koniec narzekania! Czas przejąć kontrolę nad swoimi finansami...

Obiecuję, że z uporem maniaka będę przypominał i wskazywał możliwości jakie daje oszczędzanie pieniędzy i życie bez kredytu.

wtorek, 22 maja 2012

TWÓJ BANK RODZINNY – DORADCY FINANSOWI


Przeglądam różne strony internetowe, ogłoszenia, reklamy i śmieszy mnie, kiedy czytam jak niektórzy "doradcy finansowi" podpowiadają, w jaki sposób inwestować pieniądze. Rozważają na temat zysków od 5% zaoszczędzonych dochodów przez ich klientów, czy potencjalnych klientów.

Te same osoby doradzają gdzie, w jakim banku wziąć kredyt.

Prawdę powiedziawszy ludzie ci robią wszystko aby klient oddawał bankom 35% swoich dochodów "mamiąc" ich przy tym inwestycjami od 5% dochodów i "gwarantując" zyski na poziomie np. 13% jak ostatnio głosi reklama jednej z firm "inwestycyjnych". Opowiadają, że dzięki inwestycjom klienci zrównoważą zadłużenie. Prawda jest taka, że aby tak się naprawdę stało, zyski  musiałyby przynosić aż 700 procentowe odsetki.

Historia finansów zna gwarantowane zyski. Zawsze kończyły się plajtą funduszu i były zwykłą piramidą finansową. Ostatni założyciel takiego funduszu został niedawno skazany przez amerykański sąd na karę 156 lat pozbawienia wolności za wielomiliardowe defraudacje.

Branie kredytu to nic innego jak tracenie własnych pieniędzy!
Nawet jak to będzie kredyt o najniższych odsetkach to i tak trzeba wydać własne pieniądze!

Kredyt, czy pożyczka to wydawanie pieniędzy, których nie posiadamy, często na rzeczy których nie potrzebujemy, a jedynie chcemy mieć.

W poprzednich moich wypowiedziach wskazywałem, że każdy kredyt i odsetki  od niego to wydawanie pieniędzy, które ciężką pracą zarobiliśmy.

Spłacając kredyt, to tak jak byśmy byli pracownikami banku. Dajemy mu zarobić, tak jak swojemu pracodawcy, tylko, że... spłacając kredyt nie płacimy podatku, nie płacimy też składek ZUS. Jesteśmy "pracownikiem" banku bez dochodu, premii, emerytury. Bogacimy bank niejednokrotnie nawet przez 30 lat.

Jeżeli chcemy osiągnąć wolność i niezależność finansową powinniśmy we właściwy sposób zagospodarowywać zarabiane przez nas pieniądze.

Mamy XXI wiek. Dziś na temat zarządzania własnymi pieniędzmi wiemy zdecydowanie więcej jak nasi rodzice, czy dziadowie.

Oszczędzajmy więc pieniądze i korzystajmy z nich, na takiej samej zasadzie jak robiliśmy to dotychczas korzystając z kredytów w bankach. ( przeczytaj dotychczasowe posty)
Zastanów się, czy stać Cię na powstrzymanie się od natychmiastowych zakupów? 
Jeśli tak, to możesz najpierw zebrać pieniądze, a potem je wydawać. W innej sytuacji ktoś inny, a nie Ty przejmie Twoje pieniądze i osiągnie zyski. 
Czy potrafisz żyć za mniej jak zarabiasz? 
Jeżeli tak, to odzyskasz kontrolę nad swoimi finansami i wkrótce staniesz się niezależny finansowo.  
Masz to gwarantowane!







czwartek, 17 maja 2012

TWÓJ BANK RODZINNY – WYJAŚNIENIE


Rozmawiając z niektórymi osobami, powiedziały mi one, że HDI-GERLING (Obecnie po połączeniu TUnŻ WARTA S.A.) zmierza w kierunku utworzenia banku.

Pragnę to sprostować. HDI-GERLING (obecnie po połączeniu firm TUnŻ WARTA S.A.) jest towarzystwem ubezpieczeń na życie.

Twój Bank Rodzinny to koncepcja utworzenia „własnego banku”.

W normalnej, dotychczasowej sytuacji, jeśli ktoś chce kupić np. telewizor LCD, aby w dobrej jakości oglądać mecze mistrzostw Europy, a nie ma pieniędzy, zwraca się do banku komercyjnego i kupuje ten telewizor na raty.

Koncepcja Twojego Banku Rodzinnego przewiduje, że w przyszłości pieniądze mogą być potrzebne na różne cele w tym i na taki telewizor.
Jeżeli nawet takich przewidywań nie było, ale opłacana była polisa na życie z funduszem kapitałowym, to kibic może skorzystać z zaoszczędzonych w polisie pieniędzy i kupić telewizor za gotówkę.

Następnie kibic sprawdza w komercyjnym banku ile wynosi rata miesięczna za taki telewizor np. na 12 miesięcy.

Potem równowartość raty wpłaca na swoją polisę. Dzięki temu wzrasta wartość gotówkowa jego polisy, bowiem nie tylko oddaje kapitał, ale także odsetki, które normalnie stanowiłyby zarobek banku komercyjnego.

Przykład:

Telewizor kosztuje 3000,- zł. 
Rata miesięczna na 12 miesięcy wynosi 300,- zł. 
Naprawdę więc w ciągu roku na telewizor trzeba wydać 3.600,- zł.

Jeśli skorzystamy z kredytu w banku komercyjnym to bezpowrotnie stracimy 3.600,- zł.

Jeżeli natomiast skorzystamy z wartości w naszej polisie, to kupując telewizor, po roku wartość gotówkowa polisy wzrośnie o 600,- zł.  (3.000,- zwrot kapitału plus 600,- zł odsetki)

Po roku mamy telewizor i 3.600,- zł.

Twój Bank Rodzinny jest zachętą do oszczędzania pieniędzy i korzystania z nich wtedy, gdy tego potrzebujesz.

Jeżeli nie oszczędzamy, to chcąc cokolwiek kupić musimy tracić pieniądze na rzecz banków komercyjnych.

HDI-GERLING jest firmą ubezpieczeniową, która stworzyła najbardziej przyjazne, nadające się do tego celu polisy - produkty finansowe.

Twój Bank Rodzinny ma taką nazwę jak Twoje NAZWISKO.

Nie musisz korzystać z PKO, BZ WBK, BPH itp. Zgromadź kapitał i korzystaj z niego, ale pamiętaj - Twój Bank Rodzinny wymaga zwrotu kapitału z odsetkami tak samo jak PKO, BZ WBK, BPH i inne banki komercyjne. Przecież w przyszłości będziesz chciał dokonać innego zakupu i będziesz potrzebował pieniędzy.

Najlepszym i najbezpieczniejszym produktem finansowym do zbudowania Twojego Banku Rodzinnego jest polisa ubezpieczenia na życie. TUnŻ WARTA S.A. jest w tym liderem. Stworzyła polisy, które jako pierwsze na polskim rynku spełniają warunki do stworzenia Twojego Banku Rodzinnego.







środa, 9 maja 2012

KREDYT I INWESTOWANIE

Jechałem dziś samochodem i usłyszałem w radio reklamę o dobrym inwestowaniu swoich pieniędzy. Nie byłoby nic złego w dobrym inwestowaniu gdyby nie to, że następna reklama namawiała do wzięcia korzystnego kredytu. 
Przypomniał mnie się znajomy, który z żoną zaciągnął kredyt na zakup mieszkania. Zrobili to dwa lata temu. Płacą każdego miesiąca ratę w wysokości 1860,- zł. Jako, że są na początku spłat, rata zawiera ok. 270,- zł spłatę kapitału i 1590,- zł odsetki. I tak każdego miesiąca przez okrągły rok. 
Twierdzą, że zrobili doskonały interes. Mieszkanie wynajmują za 1500,- zł miesięcznego czynszu. Resztę opłat, czynsz, wodę, gaz, prąd, telefon i internet ponosi lokator. Oni dopłacają do raty tylko 360,- zł. 
Ich super inwestycja puki co, nie przynosi im jakiegokolwiek dochodu a jeszcze muszą do niej dokładać. Czy to jest dobra dla nich inwestycja, czy może raczej dla banku?

Inni moi znajomi stwierdzili mając pieniądze, że nie opłaca im się zainwestować pieniędzy np. w fundusze obligacji. Woleli kupić mieszkanie - 2 pokoje za 240 tys zł. Mieszkanie wynajęli za 1100,- zł plus czynsz i opłaty. Od uzyskiwanej kwoty przychodu płacą fiskusowi podatek. Ich doskonała inwestycja przyniosła w ostatnim  roku 5,5% zysku  brutto. Fundusze obligacyjne w tym samym czasie dały zysk swoim klientom na poziomie 8, 10 a nawet 16%. Od tego zysku nie trzeba płacić podatku pozostawiając pieniądze nadal w funduszach. Co ciekawe w ciągu najbliższego roku zyski będą rosły w funduszach obligacyjnych nie tylko od kwoty bazowej ale także od osiągniętych już zysków.

Cóż reklama mówi - dobrze inwestuj swoje pieniądze. Szkoda, że tak wielu ludzi nie zastanawia się nad tym hasłem.

Ciekawe co by powiedział człowiek, któremu zaproponowałbym aby użyczył mi swoje mieszkanie, ja rocznie dam mu za to 3,5% od wartości mieszkania, a sam będę tym mieszkaniem gospodarował po swojemu, może wynajmę, albo może otworze w nim stołówkę dla okolicznych mieszkańców lub sklep z ciuchami i będę zarabiał niebotyczne pieniądze. Podejrzewam, że stwierdziłby, że mam "nierówno pod sufitem". 
Gdybym jednak spytał tego samego człowieka gdzie przechowuje swoje oszczędności, odpowiedziałby, że w banku. Uznałby z pewnością, że to jest zupełnie normalne i  dzięki temu zarabia 3,5% odsetek. Co bank robi z pieniędzmi takiego człowieka? ZARABIA! DLA SIEBIE! Jego własnymi pieniędzmi bank obraca, wypracowuje ogromne zyski, a jemu za to wypłaca wynagrodzenie za użyczenie pieniędzy w kwocie 3,5% rocznie od wpłaconych przez niego pieniędzy, od czego on musi zapłacić podatek dochodowy od zysków kapitałowych (podatek "belki"). I kto tu ma "nierówno pod sufitem"?

Ktoś z moich znajomych też ma kredyt hipoteczny. Mieszka w mieszkaniu, mimo, że rodzice posiadają dom. Uniósł się honorem i postanowił udowodnić rodzicom, że bez ich pomocy i zamieszkiwania u nich da sobie radę. Jego rata kredytowa to 2400,- zł miesięcznie z tego 1900,- to odsetki. Wiedząc, że trzeba pieniądze także gromadzić odkłada w banku 300,-  zł każdego miesiąca. Chwalił się niedawno, że w ostatnim roku zarobił 99,- zł. Wyjaśnił, że wpłacając po 300,- zł na koniec roku saldo jego rachunku wynosi 3.699,- zł. Uważa, że jest to całkiem spory zarobek. Tylko, że w tym samym czasie w formie odsetek oddał bankowi bezpowrotnie 22.800,- zł. Zarobił więc, czy stracił?

Nie wystarczy dobrze inwestować, czy brać "korzystne" kredyty. Swoich pieniędzy trzeba pilnować. Tych wczoraj, dzisiaj i jutro zarobionych.